Project I.G.I. – gra, przy której jeden błąd oznaczał powrót na początek
Project I.G.I. to jedna z tych gier, które kojarzą mi się z graniem na PC. Pamiętam przede wszystkim jej klimat
Wyświetlenia: 9

Samotny agent, ogromna baza wojskowa i to uczucie, że zanim zrobię pierwszy krok, powinienem dobrze rozejrzeć się po okolicy. Dziś wracam do niej z sentymentem, ale też z ciekawością, jak poradziła sobie z upływem czasu.
Gra ukazała się w 2000 roku. Wcielamy się w Davida Jonesa, który wykonuje kolejne zadania za liniami wroga. Jest historia związana ze skradzioną bronią nuklearną, jednak dla mnie najważniejsza zawsze była sama rozgrywka. I.G.I. dawało coś więcej niż serię przeciwników do pokonania. Dawało teren, cel i zadanie, żeby jakoś się do niego dostać.
Najpierw popatrz, potem działaj

W wielu strzelankach ruszałem przed siebie i reagowałem na to, co pojawiało się na ekranie. Tutaj takie podejście szybko kończyło się porażką. Warto było wyciągnąć lornetkę, sprawdzić położenie strażników, wypatrzyć kamery i zastanowić się, którędy wejść do bazy.
To właśnie ten etap najlepiej pamiętam z grania na PC. Niby stoję jeszcze poza ogrodzeniem i nic szczególnego się nie dzieje, ale już układam sobie plan. Czy ominąć wieżę? Czy najpierw pozbyć się strażnika? A może podejść od zupełnie innej strony? Gra potrafiła budować napięcie, zanim padł pierwszy strzał.
Oczywiście nie zawsze udawało mi się działać po cichu. Czasem wystarczył jeden błąd i spokojna infiltracja zmieniała się w gwałtowną strzelaninę. Jones miał dostęp do różnych rodzajów broni, ale nie był niezniszczalny. Kiedy wokół pojawiało się kilku przeciwników, trzeba było szybko szukać osłony albo drogi ucieczki.
Wielkie mapy robiły wrażenie

Jedną z największych zalet Project I.G.I. były rozległe lokacje. Bazy, lotniska, ogrodzenia, hangary i wieże obserwacyjne sprawiały wrażenie miejsc, do których naprawdę trzeba się dostać. Droga między budynkami była równie ważna jak sam cel misji.
Dziś otwarte przestrzenie w grach nikogo nie zaskakują. Wtedy możliwość przyjrzenia się całemu obiektowi z oddali i samodzielnego zaplanowania podejścia robiła na mnie duże wrażenie. Dzięki temu każda udana akcja dawała satysfakcję. Nie dlatego, że gra wyświetliła komunikat o sukcesie, lecz dlatego, że mój plan wreszcie zadziałał.
Jeden błąd i wszystko od nowa

O tej grze nie da się jednak napisać uczciwej recenzji bez wspomnienia o jej największej bolączce: braku możliwości zapisania stanu gry w trakcie misji.
Można było przez długi czas ostrożnie przedzierać się przez bazę, wykonać kilka celów, a później zginąć tuż przed końcem. Wtedy pozostawało zaczynać zadanie od początku. Kiedyś zaciskałem zęby i próbowałem jeszcze raz. Dzisiaj, gdy na granie nie zawsze jest tyle czasu, takie rozwiązanie potrafi naprawdę zmęczyć.
Z jednej strony brak zapisu sprawiał, że każde spotkanie z przeciwnikiem miało znaczenie. Z drugiej – wielokrotne powtarzanie dobrze znanych fragmentów szybko odbierało przyjemność. To cecha I.G.I., którą można zapamiętać z sentymentem, ale trudno udawać, że po latach nie przeszkadza.
Jak Project I.G.I. zestarzało się po latach?

Graficznie wiek gry widać od razu. Postacie są proste, animacje sztywne, a część otoczenia wygląda dziś dość surowo. Również zachowanie strażników bywa nierówne: czasem potrafią błyskawicznie zareagować, a innym razem zdają się nie zauważać tego, co dzieje się blisko nich.
Mimo tych ograniczeń Project I.G.I. nadal ma swój charakter. Rozpoznawanie terenu, korzystanie z mapy i lornetki, wybieranie drogi przez bazę – to wszystko wciąż potrafi wciągnąć. Gra nie potrzebuje współczesnej oprawy, żeby przypomnieć, jaką frajdę daje dobrze przeprowadzona operacja.
Nie polecałbym jej dziś każdemu bez zastrzeżeń. Jeśli ktoś oczekuje wygodnych punktów kontrolnych i płynnego przechodzenia od jednej sceny do następnej, może szybko stracić cierpliwość. Jeżeli jednak lubi starsze gry, które pozwalają eksperymentować, popełniać błędy i samemu dochodzić do rozwiązania, warto dać I.G.I. szansę.
Werdykt Retrobzik

Dla mnie Project I.G.I. pozostaje jedną z tych gier z PC, do których wraca się myślami po latach. Nie była idealna wtedy i nie jest idealna dzisiaj. Potrafi zirytować brakiem zapisu, a przeciwnicy nie zawsze zachowują się przekonująco. Ale gdy po kilku próbach uda się przejść przez bazę i wykonać zadanie, satysfakcja nadal jest ogromna.
A jak Wy wspominacie Project I.G.I.? Graliście w nią na PC? Chętnie poczytam Wasze wspomnienia tutaj oraz w grupie Retrobzik, gdzie często wracamy do gier, które zostały z nami na dłużej.
Ocena redakcyjna materiału Retrobzik.
Podobał Ci się artykuł? Zostaw reakcję.
